Z wiekiem niektórym zmieniają
się zamiłowania ale dla wielu z nas żądza
obcowania z prawdziwa bronią nigdy nie przechodzi.
Nie inaczej było ze mną.
Zawsze nęciły mnie militaria. Mogłem się godzinami wgapiać w zdjęcia pistoletów,
czołgów, samolotów...To był mój "Playboy”:-)
Kamieniem milowym w moim dążeniu
do posiadania jakiegoś prawdziwego strzela dla była wizyta na strażnicy
granicznej i możliwość postrzelania z TT. Miałem naście lat i jako jedyny z
naszej grupki nie zwichnąłem sobie nadgarstka. Malo tego! Poprosiłem o druga kolejkę
wywołując niezłe zdziwienie na twarzach wojaków. Dostałem druga kolejkę i w
"nagrodę" oddałem kilka strzałów z "raka" wtedy pokochałem
pistolety. I miłość ta pewnie by trwała gdyby w technikum nie zajęcia z PO i
strzelanie z kbks. Zajęcia odbywały się na terenowej strzelnicy w kamionce, tej,
o której teraz myślimy by ja reaktywować.
Pierwszy kontakt z
karabinem to była totalna porażka. Nie umiałem trafić w tarcze na 50m. Z zazdrością
obserwowałem popisy starszych kolegów strzelających celnie do paczki zapałek.
Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy obserwujący mnie instruktor wytłumaczył
mi ze, jeżeli zobaczę ten patyczek na końcu lufy w tych widełkach to będzie mi łatwiej.
Wtedy pierwszy raz trafiłem w tarcze! Później instruktor poświecił mi sporo
czasu i trening przynosił efekty. W miedzy klasowym turnieju przez cztery
kolejne lata zajmowałem miejsce w pierwszej trojce. Ale nigdy nie udało mi się stanąć
na najwyższym stopniu podium. Wtedy miłość do pistoletów odeszła w niepamięć.
Karabinki całkowicie mnie pochłonęły. No
może nie całkowicie... Dziewczyny, piłka, karabiny, szachy...To odpowiednia kolejność...Ale
to inne historie.
Pogoń za strzelaniem spowodowała
ze odkryłem wiatrówki. Objazdowe strzelnice jeździły po odpustach a ja jeździłem
za nimi. Choć teraz wydaje mi się to niemożliwe, trafienie z 1.5m w zapałkę
wcale nie było łatwe. Tak rodziła się moja pasja. Niesamowite, ale śrut, który
wtedy pchało się do lufy, w niczym nie przypominał tego, którego używamy teraz.
Czasy studenckie to całkowite
uśpienie pasji. Wtedy liczył się brydż, imprezowanie, szwendanie się po
Europie...No i nauka :-).
I kiedyś na bazarku zobaczyłem
na straganie znajomy kształt. Karabin. To była wiatrówka Iż. Nowa, mocno upaćkana
smarami, zawinięta w papier. Postanowiłem ją kupić. Gdy wróciłem z pieniędzmi już
jej nie było. Umówiłem się ze sprzedawcą, że przywiezie mi następnym razem takż
samą. Kilka tygodni chodziłem na bazarek, ale więcej już się na nim ten sprzedający
nie pojawił.
Wtedy zacząłem szukać
sklepu gdzie można by jakaś wiatrówkę kupić. Poszukiwania via Internet zaprowadziły
mnie na "beżowe forum". Ugrzązłem tam na wiele tygodni. Chłonąłem
wiedze, przeczytałem chyba całe forum. Postanowiłem coś kupić. Po analizie wpisów
na forum, optymalny wydał się HW50 z jednoczęściowym montażem i BT na pokładzie.
Od razu pojechał do Hogana. I w ten oto sposób poznałem Waldka. Jednego z webowych
"guru". Po odbiór karabinka wybrałem się osobiście i w założeniach krótkie
spotkanie trwało kilka godzin.
Cdn...